Halucynacje za kierownicą. Polski skoczek ujawnił wstrząsające szczegóły

Skoki narciarskie.

– Wziąłem to za stado ptaków, ale spojrzałem w inną stronę i tam to samo. Też ptaki? Nie, to niemożliwe. Siedziałem więc cicho, nie mówiłem nic o tym mojemu towarzyszowi podróży. Na pewno pomyślałby: “Jakiś szaleniec!”. Nie wiedziałby przecież, że ja wcześniej, nie śpiąc, przyjechałem z Polski do Francji — opowiada o halucynacjach za kierownicą Krzysztof Biegun, który łączył karierę skoczka narciarskiego z pracą kierowcy. Wcześniej w listopadzie 2013 r. W Klingenthal jako 19-latek sensacyjnie wygrał zawody Pucharu Świata.

27 października 2022, 12:24..

Krzysztof Biegun
Krzysztof Biegun (Foto: Rafał Oleksiewicz / newspix.pl)
  • W środę premierę miała książka Natalii Żaczek i Jakuba Radomskiego “Za punktem K”, będąca zbiorem 17 wyjątkowych wywiadów z ludźmi polskich, ale również zagranicznych skoków narciarskich. Poniżej prezentujemy fragment wywiadu z Krzysztofem Biegunem. Książkę “Za punktem K” można zamówić w tym miejscu >>>.
  • Były skoczek, a obecnie trener przez pewien czas łączył karierę skoczka z pracą kierowcy. Gdy zmęczenie zbyt mocno dawało mu się we znaki, miewał halucynacje.
  • Biegun opowiada, jak kiedyś wydawało mu się, że zobaczył na drodze łosia. Przytacza również historię, przy okazji której jeden z pasażerów mógłby uznać go za szaleńca.
  • – Kiedy rozległo się to charakterystyczne “trrrrr!”, Świadczące o tym, że zmieniłem kierunek jazdy i zjeżdżam z drogi, aż mną zatrzęsło. Strasznie się wystraszyłem, myślałem, że dostanę zawału, ale jednocześnie w tamtym momencie odechciało mi się spać — opowiada.
  • Więcej ciekawych historii znajdziesz w nowym serwisie Przeglądu Sportowego Onetu. Sprawdź!
  • Natalia Żaczek, Jakub Radomski: Jest coś, czego ci brakuje, odkąd skończyłeś skakać?

    Explore more:  Co zrobić, by pojechać do Rio? Zwycięstwo daje Polakom pewny awans

    Krzysztof Biegun: Nie, wręcz przeciwnie. Adrenaliny i emocji nie brakuje mi na pewno, bo jako trener też je przeżywam. Zakończenie kariery sprawiło, że moje życie jest spokojniejsze. Kiedy skończyłem skakać, zacząłem normalnie spać. Wcześniej to mi się nie zdarzało: często nie potrafiłem zmrużyć oka, martwiłem się czymś, albo byłem zestresowany czy wręcz rozdrażniony. Bywało, że ktoś zadawał mi pytanie, a ja, zamiast spokojnie odpowiedzieć, wyskakiwałem do niego z ryjem. Cały czas jestem nerwowym człowiekiem, ale wcześniej byłem jeszcze bardziej.

  • Zobacz także: Dawid Kubacki: Dziennikarz przerwał rozmowę. Czułem się, jakbym dostał w twarz.
  • Ty? Nie wyglądasz.

    Wy macie ze mną kontakt w miejscach publicznych, to trochę co innego. W nich wiem, na co nie mogę sobie pozwolić. Ale uwierzcie mi, że jeśli coś mi nie pasuje albo nie idzie po mojej myśli, szybko daję upust emocjom.

    Kiedy zacząłeś łączyć skakanie z normalną pracą?

    Najpierw rozwoziłem pizzę. Był październik 2017 r., Gdy mnie i Andrzeja odsunięto od kadry. Wtedy zacząłem jeździć busami po całej Europie. Znajomy, mąż sąsiadki, miał tartak i stolarnię. Pracowałem również tam. Nie ciąłem drewna, robiłem podkłady do łóżek. Fajna praca, choć dość żmudna, bo ciągle pokonywałem te same dwa, trzy metry w tę i z powrotem. Kiedy wróciłem później do skoków, mój tydzień to była masakra.

    Jeździłem do tartaku na szóstą rano i pracowałem tam do ósmej. Później do Szczyrku na trening na skoczni. W południe znowu tartak i tam kilka godzin. Tak wyglądał mój czas od poniedziałku do piątku, a w weekendy woziłem ludzi do włoskiego Livigno albo do Francji, niektórych turystów odbierałem z lotniska w Bergamo.

    Często ruszałem w trasę już w piątek po południu, po pięciu dniach skokowo-tartakowych, a wracałem w niedzielę późnym wieczorem, śpiąc w międzyczasie na jakimś parkingu 40 minut, ewentualnie godzinę. Jednych ludzi wysadzałem za granicą, a drudzy wsiadali do busa, bo kończyli turnus i akurat wracali do Polski. Po sześciu miesiącach takiego życia pojechałem na tamte zawody do Hakuby. Możecie więc sobie wyobrazić, jak musiałem być wykończony.

    Explore more:  Marcin Gortat: na 99 procent to koniec mojej kariery sportowej

    Dalszy ciąg materiału pod wideo.

    Porozmawiajmy o halucynacjach. Podobno kiedyś, prowadząc, byłeś tak wyczerpany, że wydawało ci się, że policjant każe ci się zatrzymać, a to była tylko torba foliowa.

    Miałem też inne tego typu sytuacje. Kiedyś zacząłem awaryjnie hamować, bo byłem przekonany, że zobaczyłem łosia na drodze. Oczywiście nie było go. Zatrzymałem się wtedy i mówię: “Nie jadę dalej, nie ma szans. Muszę odpocząć”. Historia z łosiem uświadomiła mi, że muszę to zmienić.

    Później najczęściej robiłem kółka na linii Polska-Włochy-Polska. Pierwszą noc, z wtorku na środę, spędzałem w trasie, ostatnią też, ale tę środkową, po dojechaniu do Włoch, mogłem już normalnie przespać. Po powrocie do skoków brałem jednak już tylko szybkie weekendówki. Kiedyś ruszyłem w piątek: na Wrocław, Opole, Zgorzelec, do Niemiec, Włoch, trasę kończyliśmy we francuskim ośrodku narciarskim Les Deux Alpes. Stamtąd zabrałem ludzi kończących turnus i wracaliśmy do Polski. Kiedy mija się niemiecką granicę i wjeżdża do naszego kraju, jest duża stacja BP, na której zawsze stoi mnóstwo tirów. Obrałem sobie za cel, by tam dojechać. “Dopiero tam stanę, zrobię 10 przysiadów, pięć pajacyków, wypiję Red Bulla, kawę i ruszę dalej” – powtarzałem sobie.

    Zbliżał się świt, to najgorsza pora dla kierowcy. Znajdowaliśmy się jeszcze w Niemczech, jakieś 100 km od polskiej granicy, gdy nagle włączyłem kierunkowskaz i zacząłem zjeżdżać. Kiedy rozległo się to charakterystyczne “trrrrr!”, Świadczące o tym, że zmieniłem kierunek jazdy i zjeżdżam z drogi, aż mną zatrzęsło. Strasznie się wystraszyłem, myślałem, że dostanę zawału, ale jednocześnie w tamtym momencie odechciało mi się spać.

    Dlaczego zacząłeś zjeżdżać?

    Bo gdy zobaczyłem przerywaną linię, w wyobraźni widziałem już tę stację. Musiałem już odlatywać, nie kontaktować. Na szczęście wszyscy pasażerowie spali. Gdyby nie to, mogli mnie uznać za jakiegoś niebezpiecznego wariata. Podobnie jak kiedyś pewien starszy pan, emeryt, który usiadł z przodu pojazdu, niedaleko mnie. Ta sama trasa, akurat słonko wstawało. Chciałem w pewnym momencie spytać tego człowieka, czy też widzi tę chmarę ptaków na horyzoncie. Na szczęście coś mnie tknęło, by jednak tego nie robić. Kojarzycie, jak w starych telewizorach, gdy brakowało zasięgu, pojawiały się migające białe i czarne kolory?

    Explore more:  Caroline Wozniacki już zdolna do gry, ale jeszcze bez mistrzowskiej formy. Niespodziewana porażka w Indian Wells

    Oczywiście.

    Ja wtedy widziałem na niebie coś bardzo podobnego. Wziąłem to za stado ptaków, ale spojrzałem w inną stronę i tam to samo. Też ptaki? Nie, to niemożliwe. Siedziałem więc cicho, nie mówiłem nic o tym mojemu towarzyszowi podróży. Na pewno pomyślałby: “Jakiś szaleniec!”. Nie wiedziałby przecież, że ja wcześniej, nie śpiąc, przyjechałem z Polski do Francji. Miałem za kółkiem różne halucynacje. Na szczęście dziś już nie muszę tyle jeździć. Teraz już nawet leń mnie trochę łapie, bo nie chce mi się prowadzić, gdy jedziemy na zgrupowanie do austriackiego Ramsau. (Śmiech).

    KRZYSZTOF BIEGUN.

    URODZONY: 21 maja 1994 r. W Gilowicach; NAJWYŻSZE MIEJSCE W PUCHARZE ŚWIATA: 1. (24 listopada 2013 r. W Klingenthal); REKORD ŻYCIOWY: 197,5 m w Oberstdorfie; NAJWIĘKSZE SUKCESY: zwycięstwo w zawodach PŚ w Klingenthal, złoty i srebrny medal mistrzostw świata juniorów w drużynie, zwycięstwo w konkursie Letniego Grand Prix w Hakubie.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

    Data utworzenia:.

    27 października 2022, 12:24..

    Dziennikarka Przeglądu Sportowego Onet.

    Dziennikarka Przeglądu Sportowego Onet.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    Bono