Jurij Gładyr: siedem lat czekałem na ten moment

– Ferdinando De Giorgi jest dla nas przyjacielem, bratem i ojcem – powiedział “Przeglądowi Sportowemu” o trenerze Zaksy środkowy zespołu z Kędzierzyna-Koźla i jeden z bohaterów sezonu, Ukrainiec Jurij Gładyr.

Jurij Gładyr
Jurij Gładyr (Foto: Łukasz Sobala / newspix.pl)

Podoba się panu nowy przepis dotyczący zawodników posiadających podwójne obywatelstwo?

– Średnio, bo bardzo utrudnia mi życie. Mam jednak nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży po mojej myśli. Muszę tylko zapłacić okrągłą, bardzo nieprzyjemną sumkę, czyli 20 tysięcy euro. Z tego co wiem, po wpłaceniu tej kasy, będę mógł nadal grać w PlusLidze jako Polak. Mój przyjaciel Dick Kooy (były zawodnik Zaksy – przyp. Red.) Po dokonaniu stosownej wpłaty otrzymał włoski certyfikat i może występować w Serie A1 jako Włoch.

Chciałby pan zostać w Zaksie?

– Kończy mi się kontrakt, ale chciałbym nadal być zawodnikiem tego klubu i reprezentować go w Lidze Mistrzów. Kilka lat temu po świetnym sezonie w Kędzierzynie dostałem propozycję nie do odrzucenia z PGE Skry Bełchatów, która wtedy była potęgą. Odrzuciłem ją jednak, deklarując że chcę zdobyć tytuł z Zaksą. Chodzenie na łatwiznę nie leży w mojej naturze, choć wtedy mogłem zmienić barwy klubowe i zdobyć kilka medali. Zostałem w Zaksie i jestem dumny, że wreszcie zdobyłem złoty medal. Miałem już wszystkie kruszce, brakowało mi tylko złota.

Jak się panu współpracowało z trenerem Ferdinando De Giorgim? Jaki on jest?

Explore more:  Krzysztof Ignaczak: Nasz zespół jest w stanie wygrać z każdym

– Jest dla nas przyjacielem, bratem i ojcem. To wspaniały szkoleniowiec, który wie, kiedy pociągać za odpowiednie sznurki, kiedy odpuścić, a kiedy przycisnąć. To jest nasz mentor. Wbrew pozorom potrafi też być groźny. Zdarzało mu się na nas krzyczeć, ale rzadko miał ku temu powody, bo wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, o co walczymy.

Podobno bardzo ciężko trenowaliście?

– Bardzo ciężko. Czasami spędzaliśmy w sali ponad trzy godziny. To się jednak opłaciło, bo forma przyszła w najważniejszym momencie sezonu.

Żal tylko przegranego z PGE Skrą Bełchatów, trochę na własne życzenie, Pucharu Polski?

– Szczerze? Nie żal mi tego trofeum i powiem to otwarcie. Puchar Polski zdobywałem z Zaksą już dwa razy, a na mistrzostwo czekałem siedem lat. I wreszcie mam ten tytuł! A porażka z PGE Skrą? Nie udało się i trudno. Widocznie ta nauczka była nam potrzebna. Wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość i dołożyliśmy rywalom.

Rozmawiał: Kamil Drąg.

Za: “Przegląd Sportowy”.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Data utworzenia:.

5 maja 2016, 16:38.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Bono