Polska grupa znowu w wielkim tourze. Pomarańczowi w różowym tłumie

Kolarstwo.

Polska grupa kolarska znowu wystartowała w wielkim tourze. Koszulka lidera Giro d’Italia dla Simona Gerransa i jego dwójki dzieci, Alberto Contador najlepszy z wielkich, Przemysław Niemiec z dużą stratą.

9 maja 2015, 20:18..

| Aktualizacja 9 maja 2015, 21:30.

GetAssetsMediaFromRepository
GetAssetsMediaFromRepository (Foto: AFP)

Jakub Wojczyński, korespondencja z San Remo.

CCC Sprandi Polkowice zainaugurowało występ w Giro d’Italia od 15. Miejsca w jeździe drużynowej na czas, ale na pierwszym etapie z San Lorenzo al Mare do San Remo rezultat ekipy z Polski nie był najważniejszy. To raczej symboliczna chwila otwierający kolejny rozdział w historii grupy CCC, a nie będąca – jak start w Giro w 2003 roku – kulminacyjnym punktem działalności.

– To ważne wydarzenie dla całego polskiego kolarstwa – ocenił mistrz kraju Bartłomiej Matysiak. – Dla nas to coś wielkiego. Wszyscy tu są bardzo podekscytowani tym wyścigiem i mają wielką motywację, więc mam nadzieję, że będzie dobrze. Nasza ekipa organizacyjnie niczym nie odbiega teraz od tych najlepszych, krok po kroku im dorównujemy – mówił jego kolega z grupy Maciej Paterski.

Z punktu widzenia CCC drużynowa czasówka na otwarcie to rozwiązanie i dobre, i złe. Pomarańczowi nie dość, że są przecież ekipą z drugiej dywizji, to na dodatek bez specjalistów od czasówek z najwyższego szczebla. Na płaskiej i szybkiej trasie poprowadzonej drogą rowerową brzegiem morza trudno było się spodziewać wielkich wyników CCC i jej zawodnicy mieli na sobie mniejszą presję, którą i tak przecież powodował pierwszy występ w tak dużej imprezie. Z drugiej strony drużynowa czasówka to jednak większe wyzwanie taktyczne, techniczne, a nawet chyba fizyczne niż ”zwykły” etap ze startu wspólnego.

Explore more:  Transfery. Messi odchodzi z Barcelony. Gdzie zagra?

– Od rana czuliśmy stres przed startem, a biorąc pod uwagę, że to etap drużynowy to można powiedzieć, że stres był podwójny – przyznawał Matysiak. – Nie znam jeszcze czasu, ale chyba pojechaliśmy całkiem nieźle – dodawał na gorąco po występie. – Pierwsze etapy zawsze są ciężkie, szczególnie jeśli jest to jazda drużynowa. Zawodnicy różnie się czują. U jednego forma przychodzi później, inny prezentuje się lepiej na początku – zauważył Paterski.

45 sekund straty do zwycięzcy 1. Etapu grupy Orica-GreenEdge będzie miało niewielki wpływ na losy grupy w najbliższych trzech tygodniach. Poza weteranem Sylwestrem Szmydem nie ma w CCC, którzy mogliby postarać o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej. Reszta zapowiada, że będzie starała się pokazywać w kolejnych dniach i powalczyć o sukcesy etapowe. – Nie mieliśmy jeszcze odprawy technicznej, ale mogę obiecać, że biało-czerwona koszulka będzie widoczna – zapewnia Matysiak, ubiegłoroczny mistrz kraju, który dzięki temu sukcesowi może jechać w narodowych barwach. ”Jedynkę” w numerze (konkretnie 61) ma Maciej Paterski, który zgodnie z kolarską tradycją w ten sposób niejako jest uważany za lidera CCC. Patrząc na jego świetne starty w obecnym sezonie to całkiem słuszne podejście. Paterski wygrał już w tym roku m.In. Etap Volta a Catalunya i cały Tour of Croatia.

28-latek w przeszłości startował w barwach włoskich grup (m.In. Liquigas), w wielkich tourach brał udział kilka razy (choć nigdy w Giro d’Italia), ale zawsze w cieniu jako pomocnik ważniejszych kolarzy. Teraz będzie inaczej. – Dwa tygodnie przed Giro odpoczywałem, więc nie czuję się super, ale myślę, że z etapu na etap będzie coraz lepiej. Będę starał się powalczyć o etapowe zwycięstwo, mam wolną rękę i będę chciał to wykorzystać. Wiele etapów ma trasę pode mnie, więc zobaczymy, jak noga się będzie kręcić, będę patrzył na dyspozycję dnia i na tym się opierał – zapowiada Paterski, którego we Włoszech dobrze pamiętają, choć przecież nie osiągał w tutejszych ekipach wielkich rezultatów. – Mam tu nadal wielu znajomych, wielu przyjechało na start Giro z drugiego końca Włoch, gdzie mieszkałem – zdradza.

Explore more:  Nie dał się zajechać

Zobacz trasę tegorocznego Tour de Pologne.

Zawodnicy CCC byli już w drodze do hotelu, gdy w centrum San Remo przy starej stacji kolejowej na podium wkroczyli kolarze Orica-GreenEdge. Australijska drużyna pokonała ostatecznie o zaledwie 7 sekund kolarzy grupy Tinkoff-Saxo. Przechadzający się w mocno różowym tłumie właściciel tych ostatnich Rosjanin Oleg Tinkow nie mógł być do końca zadowolony, choć jego gwiazda Alberto Contador i tak na tle głównych konkurentów w klasyfikacji generalnej wypadł bardoz dobrze. Hiszpan to chyba jedyny kolarz z całego Giro, który budzi tak wielkie zainteresowanie mediów i kibiców, że musi być od nich… Izolowany przez ochronę. W przeciwnym wypadku zostałby pewnie zadeptany przez żądnych autografów i wspólnych zdjęć fanów. Dzięki ogrodzeniu mógł ograniczyć składanie pamiątkowych podpisów do jednego. Wybrany szczęśliwiec w ekstazie wykrzyczał ”Grande Alberto!” I czym prędzej wyjął telefon, by pochwalić się komuś swoją zdobyczą.

Contador ma obecnie przewagę nad takimi kolarzami jak Fabio Aru, Domenico Pozzovivo, Rigoberto Uran, Richie Porte, czyli tymi wszystkimi, których wymieniało się i wymienia wśród kandydatów do walki o podium. W najlepszej w sobotę drużynie Orica-GreenEdge nie sposób znaleźć taką postać, choć posiadający obecnie różową koszulkę Simon Gerrans może ją zatrzymać przez kilka dni. – Mam nadzieję, że sezon zaczyna się dla mnie od nowa – powiedział kolarz, który w grudniu złamał obojczyk, a w pierwszym wyścigu (Strade Bianche) po powrocie… Łokieć. Z San Remo ma świetne wspomnienia, w przeszłości triumfował tutaj w słynnym jednodniowym wyścigu klasycznym rozpoczynającym się w Mediolanie. Australijczyk w pierwszym dniu 98. Giro d’Italia na podium gościł kilka razy i mógł zaimponować tym, że podczas jednej z wizyt pojawił się na nim z dwójką dzieci w wieku około 5-6 lat. Utrzymanie ich na rękach było pewnie trudniejsze niż utrzymanie różowego trykotu na drugim płaskim etapie, który jest przeznaczony dla sprinterów i nie powinien wprowadzić zamieszania w czołówce.

Explore more:  Więcej kontroli na Ruchu!

Pierwsze górskie emocje w środę 13. Maja na piątym etapie z metą w miejscowości Abetone po trasie, którą dobrze zna mieszkający niedaleko Przemysław Niemiec. Jedyny wśród uczestników tego Giro d’Italia Polak spoza grupy CCC nie miał po drużynowej czasówce powodów do radości. Jego drużyna Lampre-Merida zajęła dopiero 21. Miejsce (przedostatnie) z czasem gorszym od zwycięzców o 59 sekund. Niemiec liczy w tym wyścigu na walkę o czołową piątkę klasyfikacji generalnej, więc takie straty to dla niego gorzka pigułka.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

9 maja 2015, 20:18..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

Bono