Reportaż z RPA: Na farmie u Jankesów

Piłka nożna.

MŚ 2010. Złość na sędziego z Mali powoli Amerykanom mija. Teraz piłkarze Boba Bradleya myślami są już przy meczu z Algierią.

23 czerwca 2010, 05:21..

| Aktualizacja 23 czerwca 2010, 05:22.

KORESPONDENCJA Z RPA.

Amerykanie na swoją bazę w RPA wybrali niewielkie miasto Irene – położone na południe od Pretorii. To miejsce, gdzie czarnoskórzy tylko otwierają niezliczone ilości szlabanów przed białymi i bardzo bogatymi. Wokół miasteczka położonych jest mnóstwo fantastycznie utrzymanych pól golfowych, a na parkingach stoją Bentley’e i Lamborghini.

To zupełnie inna RPA od tej, którą się mija po drodze z Johannesburga. Tu nie ma miejsca na domki z blachy falistej czy czarnoskórą młodzież stojącą na skrzyżowaniach i ogrzewającą się przy naprędce rozpalonych ogniskach.

Hotel Irene Country Lodge otoczony jest wysokim murem z drutami pod napięciem. Wszelkie spotkania z mediami odbywają się w Irene Country Farm. I zgodnie z nazwą jest to faktycznie stara farma. Dziś to oczywiście już tylko kompleks wypoczynkowy pełen emerytowanych turystów z całego świata, ale dla efektu po terenie biegają koguty i kury, a cały wystrój nawiązuje do przeszłości, gdy w Irene hodowano najlepsze krowy w RPA.

Tematem numer jeden w amerykańskim obozie przez długi czas była oczywiście nieuznana bramka, którą chwilę przed końcem meczu ze Słowenią (2:2) w całkowicie prawidłowy sposób zdobył Maurice Edu. Sędzia z Mali Koman Coulibaly dopatrzył się (jako chyba jedyny na stadionie) przewinienia któregoś z Amerykanów.

Explore more:  Jan Ziobro: nie chcę nic obiecywać i zapeszać

– Oczywiście, że wszyscy o tym dużo mówimy, ale z drugiej strony to nie sędzia strzelił w pierwszej połowie dwie bramki dla Słowenii – uśmiecha się w amerykańskim stylu dziennikarz ESPN James Witalka.

Jedna z amerykańskich gazet, analizując tę sytuację, dopatrzyła się faulu, który rzekomo miał popełnić Clint Dempsey. Pomocnik angielskiego Fulham wyśmiewa jednak te oskarżenia.

– Kto tak powiedział? – Pyta, robiąc groźną minę. – Chyba nie widział tego meczu. Oczywistym jest, że się przepycham w polu karnym. To normalne. Przyzwyczajasz się do tego, grając w Premiership przeciwko takim zespołom jak Stoke czy Blackburn. To normalne, że przy rzucie rożnym czy wolnym na polu karnym trwają prawdziwe zapasy. Ale akurat przy golu, który strzelił Edu, był to jeden z niewielu momentów, kiedy z nikim się nie siłowałem. Jeżeli jeszcze raz obejrzycie tę sytuację, zobaczycie, że poszedłem na dalszy słupek. Jeżeli Edu by nie trafił, byłbym tam – zaznacza.

Przebili finał NBA.

Amerykańscy dziennikarze podkreślają, że na tym turnieju dwukrotnie powtórzyła się ta sama historia. Zarówno z Anglią, jak i ze Słowenią zawodnicy Boba Bradleya jako pierwsi tracili bramkę (ze Słowenią nawet dwie) i za każdym razem dopiero wtedy zaczynali grać.

– Ten problem w naszym zespole faktycznie istnieje już od jakiegoś czasu – przyznaje bramkarz Tim Howard.

– My tego nie lubimy, żeby było jasne. Ale faktycznie, jesteśmy bardzo odporni psychicznie. Dopiero zdesperowani zaczynamy grać jak duzi chłopcy. Wtedy pojawia się wrestling i przepychanki. Gdy mecz się zaczyna, zazwyczaj chcemy grać zbyt ładnie. Chcemy być efektowni i przyjemni. Dopiero później dochodzi ciężka praca i większa koncentracja. Musimy nad tym na pewno popracować – mówi Howard.

Explore more:  Real Madryt wystosował oświadczenie po śmierci Tito Vilanovy

Amerykanie, jak to oni – przynajmniej na zewnątrz – sprawiają wrażenie niezwykle wyluzowanych. Nikt tu nie mówi inaczej o trenerze jak Bob.

Piłkarze odpowiadają nawet na najdziwniejsze pytania, które zadają niektórzy amerykańscy dziennikarze. Dem-psey przez kilka minut tłumaczył jednej z reporterek, jaka jest różnica między grą w pomocy, a w ataku. Inna sprawa, że piłka nożna staje się w USA coraz bardziej popularna.

– Przed meczem z Anglią soccer był na pierwszych stronach gazet – mówi Witalka. – Zepchnął nawet finał NBA. W mojej telewizji, ESPN, aż 17 milionów ludzi oglądało mecz z Anglią. Nie jest to rekord, ale to doskonały wynik. Oczywiście już spotkanie ze Słowenią takiego przebicia nie miało. Jeżeli jednak drużyna awansuje do fazy pucharowej, jestem pewien, że znów będzie się w Stanach dużo mówiło o soccerze. Jeżeli jednak im się nie uda, to zainteresowanie mistrzostwami spadnie niemal do zera – dodaje.

USA dojrzewa.

– Do naszego obozu przeciekają wiadomości, że ludzi w Stanach bulwersuje nieuznana bramka. To coś zupełnie nowego. To oznacza, że publiczność piłkarska w USA dojrzewa. Do tej pory nikt nie zwracał uwagi na takie detale. To naprawdę świetna sprawa – cieszy się Howard.

Przed decydującym spotkaniem z Algierią nastroje w zespole są jednak dobre. – Piłkarze cieszą się, że wciąż są w grze. Gdyby ktoś przed mistrzostwami im powiedział, że w trzecim meczu nadal będą mieli szanse na awans i wszystko będzie zależało tylko od nich, na pewno poszliby na taki układ – podkreśla Witalka. – Byliśmy gotowi na to, że wszystko rozstrzygnie się dopiero po trzech meczach – potwierdza Howard. – Nikt z nas nie uważał, że po dwóch kolejkach będziemy już pewni awansu – tłumaczy.

Explore more:  Kubica będzie testował w Jerez

Jedynym problemem przed decydującym meczem z Algierią jest to, kto zagra u boku Jozy’ego Altidore’a w ataku. Robbie Findley został przez nieszczęsnego sędziego ukarany drugą w turnieju żółtą kartką, po tym jak piłka trafiła go w twarz. Malijczyk odgwizdał zagranie… Ręką. Prawdopodobnie Findley’a zastąpi Edson Buddle.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

23 czerwca 2010, 05:21..

Bono