Stephane Antiga i “klątwa” Biało-Czerwonych

Najpierw była ciężka praca. Nawet bardzo ciężka. Później niezapomniane triumfy, wielka radość i sny o potędze. Wszystko kończyło się nader szybko i boleśnie. Polscy siatkarze, ilekroć wdrapywali się na szczyt, zaraz z niego boleśnie spadali, a wraz z nimi w przepaść spadali kolejni selekcjonerzy. Czy “klątwa” Biało-Czerwonych czeka również selekcjonera mistrzów świata, Stephane’a Antigę?

Stephane Antiga
Stephane Antiga (Foto: newspix.pl)

Zagraniczni trenerzy prowadzą polską kadrę siatkarzy już ponad dekadę, w tym czasie Biało-Czerwoni zdobyli mistrzostwo (2014) i wicemistrzostwo świata (2006), wygrali mistrzostwa Europy (2009), zdobyli także brązowy medal rywalizacji na Starym Kontynencie (2011), wygrali Ligę Światową (2012), wcześniej sięgając w tych rozgrywkach po brązowy medal (2011), a także uplasowali się na drugiej pozycji w Pucharze Świata (2011). Zagraniczna myśl szkoleniowa wypchnęła Biało-Czerwonych na wyższy poziom, ale nie pozwoliła kadrze zagościć na dłużej w światowej czołówce. Spektakularne sukcesy każdego z selekcjonerów kończyły się w ostatniej dekadzie równie spektakularnymi klęskami i dymisjami. Czy Stephane Antiga uniknie losu poprzedników?

Wszystko zaczęło się w 2005 roku, gdy Polski Związek Piłki Siatkowej rozstrzygnął konkurs na stanowisko selekcjonera Biało-Czerwonych. Polska kadra wracała już wtedy na dobre do światowej czołówki, po zapaści z lat 90. Regularnie kwalifikowała się do mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, grała w mistrzostwach Europy i coraz śmielej poczynała sobie w Lidze Światowej. Brakowało jednak impulsu do dalszego rozwoju i zwycięstw z najlepszymi, które dałyby medale. To właśnie dlatego konkurs wygrał Argentyńczyk Raul Lozano, który 17 stycznia 2005 roku został pierwszym w historii zagranicznym trenerem kadry narodowej.

Mający wyrobioną markę w Europie Lozano ostro wziął się do pracy z Biało-Czerwonymi, zarówno w sferze sportowej, jak i pozasportowej. Nie unikał konfrontacji, lubił stawiać na swoim i wprowadzać własne reguły. “W Polsce nie potrafi się dyscyplinować zawodników” – wypalił w jednym z wywiadów. Jego twarde zasady i twarda ręka podczas zgrupowań i treningów dały szybkie efekty. W 2005 roku kadra znalazła się w czołówce Ligi Światowej, przegrywając w dramatycznych okolicznościach mecz o brązowy medal z Kubą 2:3 (23:25, 25:22, 26:24, 18:25, 13:15). W tym samym roku Biało-Czerwoni zakończyli mistrzostwa Europy na piątej pozycji, ale rok później przyszedł sukces spektakularny. Po wspaniałej grze kadra w Japonii wywalczyła wicemistrzostwo świata, wracając po 32. Latach na podium MŚ.

Gdy wydawało się, że srebrny medal wywalczony w Japonii to początek wspaniałych sukcesów, coś w kadrze się zacięło. W kolejnym roku znów było czwarte miejsce Ligi Światowej i porażka w meczu o brąz z Amerykanami w katowickim Spodku 1:3 (19:25, 21:25, 25:22, 19:25), ale już mistrzostwa Europy skończyły się katastrofą. W Moskwie siatkarze Raula Lozano wygrali raptem jeden z sześciu rozegranych meczów, zajęli najgorsze miejsce w historii występów drużyny narodowej w ME, jedenaste. Pozycja Argentyńczyka, który wprowadził zespół na szczyt, zaczęła się mocno chwiać. Wszystko mogło się jeszcze zmienić sezon później, bo drużyna jechała na igrzyska olimpijskie do Pekinu, by walczyć o medal. Tym razem było blisko, ale w ćwierćfinale drogę do raju zamknęli naszym siatkarzom Włosi. Kadra Lozano przegrała zażarty bój z Italią Andrei Anastasiego 2:3 (19:25, 22:25, 25:18, 28:26, 15:17) i znów zakończyła turniej olimpijski tuż za podium. Argentyńczyk dał jeszcze drużynie awans na kolejne mistrzostwa Europy po horrorze z Belgią (3:2 i 2:3), ale nieuchronne nadchodziło. “Łatwiej jest osiągnąć sukces, niż utrzymać się w gronie najlepszych na świecie” – powiedział Raul Lozano. I wraz z końcem 2008 roku jego przygoda z drużyną narodową dobiegła końca.

Explore more:  Czesław Michniewicz zaczepił Igę Świątek. Opis zdjęcia to hit!

Następcą “małego rycerza” został jego rodak Daniel Castellani, który święcił w PlusLidze triumfy z PGE Skrą Bełchatów. Argentyńczyk miał tchnąć nowego ducha w zespół i przywrócić mu blask. No i rozwiązać problem Mariusza Wlazłego, który poróżnił się z Raulem Lozano i w kadrze nie grał, a ta bez niego nie była w stanie wspiąć się na szczyt. PZPS ogłosił konkurs, który media okrzyknęły farsą. Stało się faktem, że 17 stycznia stery drużyny narodowej przejął Daniel Castellani.

Jeszcze w Lidze Światowej drużyna nie zachwycała, zajęła dziewiąte miejsce i trudno było o optymizm. Gdy Castellani ogłosił kadrę na mistrzostwa Europy, okazało się, że drużyna będzie musiała sobie radzić bez trzech kluczowych postaci: Mariusza Wlazłego, Sebastiana Świderskiego i Michała Winiarskiego. Bez nich ciężko było o optymizm, ciężko o wiarę w sukces w Turcji. Argentyńczyk spokojnie robił swoje. Wygrał z drużyną Memoriał Wagnera w Łodzi, bijąc w finale Włochów 3:1 (25:17, 25:19, 17:25, 25:18). Znakomicie w Atlas Arenie spisał się niespełna 21-letni Bartosz Kurek, który miał również zostać bohaterem kolejnego turnieju.

Siatkarze Daniela Castellaniego zadziwili siatkarski świat, zadziwili całą Polskę i pewnie trochę samych siebie tym, co pokazali w Turcji. Osiem zwycięstw w ośmiu meczach, wspaniała gra i narodziny nowych gwiazd Biało-Czerwonych. W finale nasz zespół pokonał 3:1 (29:27, 25:21, 16:25, 26:24) Francję prowadzoną przez Philippe Blaina i ze Staphanem Antigą w składzie. Najlepszym siatkarzem turnieju wybrano Piotra Gruszkę, który zbudował życiową formę, a Bartosz Kurek został nowym bohaterem kibiców.

“On jest niesamowity. Kiedy ma jakiś słabszy moment, zepsuje jakąś piłkę, to zachowuje się jak pies, który wychodzi z wody, szybko się otrząśnie i… Dobra, gramy dalej, nic się nie stało” – chwalił przyjmującego Daniel Castellani. Po ME nasz zespół zagrał jeszcze w Pucharze Wielkich Mistrzów w Japonii i był blisko podium, zakończył zmagania na czwartym miejscu.

Świetny wynik i tytuł zdobyty w cuglach, mimo poważnego osłabienia drużyny narodowej, kazał wierzyć w sukces na mistrzostwach świata. Polacy jechali na nie jako finalista poprzedniego mundialu, w glorii mistrzów Europy, do tego z Winiarskim i Wlazłym na pokładzie (Świderskiego wyeliminowała z gry groźna kontuzja). Nikt nie zwracał uwagi na słaby występ w Lidze Światowej 2010 i dopiero dziesiątą lokatę drużyny, wszyscy wiedzieli, że imprezą sezonu są mistrzostwa świata.

Początek rywalizacji w Italii był bardzo dobry, trzy wygrane w Trieście (z Kanadą, Niemcami i Serbią) i awans do kolejnej fazy. W Ankonie na nasz zespół czekała jednak pułapka, bo przez zawiły regulamin MŚ część drużyn nie grała fair i starała się tak manipulować wynikami, by w kolejnej rundzie uniknąć silnych rywali. Nasi nie oglądali się na innych, chcieli wygrywać i przeć po medal. Niestety najpierw przyszła porażka z Brazylią 0:3 (16:25, 20:25, 20:25), później z żądną rewanżu za poprzednie MŚ Bułgarią 0:3 (22:25, 18:25, 17:25) i w efekcie niewytłumaczalna klęska na mundialu. Trzynaste miejsce.

Castellani natychmiast spotkał się z mediami i zareagował. – Wiem, jak to jest w Polsce w takich sytuacjach. Często obwiniani są zawodnicy. A ja chciałem powiedzieć, że zrobili oni dokładnie to, co zakładaliśmy. Plan przygotowań wykonali w pełni. W związku z tym cała odpowiedzialność za ten wynik spoczywa na mnie. Dlatego w poniedziałek spotkam się z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej i złożę swoją dymisję – powiedział jeszcze w Ankonie Argentyńczyk. Jak powiedział, tak też się stało i od 25 października 2010 roku kadra znów została bez trenera.

Explore more:  Żużel: Leszek Tillinger komentuje medialne doniesienia z pobytu Stali Gorzów na Teneryfie

Bezkrólewie trwało do lutego kolejnego roku. Władze PZPS chciały, by zespół przejął Polak, ale i tym razem się nie udało. Blisko celu był Jacek Nawrocki, jednak trener PGE Skry Bełchatów nie dogadał się z działaczami i pozostał w klubie. Tymczasem 3 lutego 2011 władze PZPS ogłosiły, że zespół przejmie Andrea Anastasi, który po mundialu rozstał się z włoską kadrą (czwarte miejsce przed własną publicznością przyjęto jako porażkę). “Krasnal”, jak nazywano w Polsce Włocha, rozpoczął pracę z drużyną narodową od niespotykanej wcześniej serii sukcesów. Najpierw kadra sięgnęła w Gdańsku po historyczny medal Ligi Światowej, wspinając się po wygranej 3:0 (25:18, 25:23, 25:22) z Argentyną na najniższy stopień podium. Później przyszły mistrzostwa Europy w Czechach i Austrii, które zespół zaczął słabo w Pradze, ale zakończył triumfem w meczu o brąz nad Rosją 3:1 (25:23, 18:25, 25:21, 25:19) w Wiedniu.

“Nie widzę jednostek, widzę serce i ducha walki całej drużyny. Jak przyjechałem do was i zacząłem jeździć po kraju, to wszędzie słyszałem: „nie gram, nie chcę grać, nie mogę grać, nie przyjadę”. Byłem podłamany. Pomyślałem wtedy, że nie ma siły, nic tutaj nie ugramy. Ale się myliłem! Dzisiaj za to siatkarzy przepraszałem” – mówił szczęśliwy po zdobyciu medalu ME.

Drużyna rosła w oczach, a Anastasi ją ulepszał i w Pucharze Świata niemal sięgnął po główne trofeum. Polacy przegrali kluczowy mecz z Rosją 2:3 (23:25, 25:23, 22:25, 25:17, 15:17), ale zajęli drugie miejsce i wywalczyli sobie prawo do gry na igrzyskach olimpijskich w Londynie. “Zrobiliśmy niesamowitą rzecz. Przez sześć miesięcy udało mi się stworzyć zespół prawdziwych wojowników. To właśnie najbardziej kocham w tej drużynie. Jestem dumny, że jestem trenerem tych chłopaków” – mówił trener Biało-Czerwonych i zapowiadał, że zespół stać na jeszcze więcej.

Jego słowa sprawdziły się szybko, w Lidze Światowej 2012 nasz zespół ograł Brazylię trzy razy na cztery rozegrane mecze, co wcześniej nigdy się mu nie udało. Awans do finałów w Sofii przyszedł łatwo, a tam Biało-Czerwoni eksplodowali. 3:2 (23:25, 25:23, 23:25, 25:17, 15:10) z Brazylią to był dopiero początek. Później przyszły triumfy nad Kubą (3:0) i Bułgarią (3:0), a na koniec finał i świetne 3:0 (25:17, 26:24, 25:20) z USA. Historyczny triumf sprawił, że zespół uwierzył w medal igrzysk olimpijskich w Londynie.

I tu kadrę spotkał srogi zawód, bo znakomicie działająca maszyna zacięła się. W Earls Court nasi potrafili ograć Włochów (3:1), by ulec Bułgarii (1:3) i w szokujący sposób Australii (1:3). W ćwierćfinale kadra trafiła na Rosję, przegrała gładko 0:3 (17:25, 23:25, 21:25) i znów wróciła z igrzysk z piątym miejscem. Zamiast medalu została gorycz i poczucie straconej szansy. W drużynie coś pękło, za kulisami pojawiły się informacje, że zespół jest rozbity, a siatkówka nie jest już najważniejszą sprawą, którą mieli zajmować się polscy kadrowicze. Anastasi wziął winę na siebie, ale odwrócić procesu upadku drużyny już mu się nie udało.

Zespół pod wodzą Włocha najpierw przegrał z kretesem Ligę Światową 2013, nie awansując do turnieju finałowego rozgrywek, w których bronił tytułu (11. Miejsce). Tę wpadkę Anastasi tłumaczył przebudową drużyny, koniecznością zmian. Zadziałał mocno, z drużyną pożegnali się m.In. Jej podstawowi gracze – Krzysztof Ignaczak i Zbigniew Bartman, ale efekt w mistrzostwach Europy był mizerny. Biało-Czerwoni znów grali nierówno, znów nie potrafili być drużyną, która zachwyciła w Lidze Światowej 2012, skończyli udział w turnieju, którego byli współgospodarzem, traumatyczną porażką 2:3 (25:22, 25:22, 20:25, 26:28, 16:18) z Bułgarią w walce o ćwierćfinał. A przecież spotkanie kadra rozpoczęła od pewnego prowadzenia w Ergo Arene 2:0. 24 października 2013 roku Włoch został zwolniony z funkcji selekcjonera, a władze PZPS już miały następcę.

Explore more:  Alfabet Glika

– Kiedy się o tym dowiedziałem, omal się nie przewróciłem. Ze zdumienia zapomniałem, gdzie zostawiłem samochód – tak były trener kadry Ireneusz Mazur opisał swoje wrażenia w rozmowie z “Przeglądem Sportowym”. – Stephane Antiga trenerem kadry? Szok! No to rzucili Francuza na głęboką wodę. Nie pamiętam z historii, by czynnie grający zawodnik został trenerem reprezentacji, zwłaszcza takiej jak Polska. To nowość – dodał Zbigniew Zarzycki, legenda polskiej kadry.

Stało się faktem, że to Stephane Antiga wespół z Philippe Blainem przejęli stery nad drużyną narodową i rozpoczęli od nowa budowę zespołu, który miał zdobyć medal mistrzostw świata. Medal tym ważniejszy, że turniej odbywał się w Polsce. Jak się skończyło? Wszyscy dobrze wiemy. Zespół jeszcze docierał się w Lidze Światowej, ale mundial rozegrał perfekcyjnie. Mariusz Wlazły znów rządził na parkiecie, świetnie spisywali się Fabian Drzyzga i Mateusz Mika, a w domu zmagania oglądał Bartosz Kurek, który nie został przez trenera zabrany na mundial. Mistrzostwo świata, wywalczone w katowickim Spodku po wygranej 3:1 (18:25, 25:22, 25:23, 25:22) nad Brazylią przyniosło nie tylko falę euforii, ale i pożegnania z kadrą kluczowych postaci: Michała Winiarskiego, Krzysztofa Ignaczaka, Pawła Zagumnego i przede wszystkim Mariusza Wlazłego, najlepszego siatkarza turnieju.

“Polska siatkówka ma swoje pięć minut, których nie może zmarnować. Nie chodzi o Raula Lozano, bo ja odejdę, a ukochana dla polskich kibiców dyscyplina zostanie” – mówił przed dekadą Raul Lozano. Czy Stephane Antiga będzie potrafił uniknąć błędów swoich wielkich poprzedników i poprowadzić zespół do kolejnych triumfów? Czy kadra pod jego wodzą na stałe zadomowi się w elicie, jak od lat czynią to Brazylijczycy czy Rosjanie?

Francuz, w odróżnieniu od wielkich poprzedników, kadrę przejął jako żółtodziób. “Wtedy obserwowałem, poznawałem, analizowałem. Obecnie znam już większość zawodników, wiem, jak reagują na bodźce treningowe, jak wytrzymują presję, znoszą podróże, jakie mają charaktery” – mówił po świetnym sezonie 2014 a u progu nowego. Lepiej rozumie też Polskę i swoich siatkarzy – w naszym kraju mieszka od lat, zna język i rozmawia z siatkarzami po polsku. Potrafi się też dogadać z siatkarzami, co świetnie ilustruje sytuacja z Bartoszem Kurkiem. Gdy skreślił gwiazdę Biało-Czerwonych tuż przed mundialem, wielu pukało się w czoło. Kadra zdobyła tytuł, Kurek posypał głowę popiołem i obaj znów pracują dla dobra drużyny.

“Teraz mogę wszystkich zapewnić, że Bartek bardzo się stara. Chce pokazać na każdym treningu, że zasługuje na grę w wyjściowym składzie. Jego zachowanie jest wzorowe. Bardzo dobrze rozumie także rolę atakującego, odnajduje się w bloku. Wiem, że chce być dobrym atakującym, ale trzeba pamiętać o tym, że dla drużyny najważniejsza jest skuteczność” – podkreślił selekcjoner Antiga. Czy to wystarczy, by uniknąć “klątwy” reprezentacji Polski? W oddali majaczy cel najważniejszy, medal olimpijski w Rio de Janeiro. A tego nie udało się zdobyć żadnemu trenerowi Biało-Czerwonych od 1976 roku i złota wywalczonego przez Huberta Jerzego Wagnera w Montrealu. W przyszłym roku minie od tego sukcesu dokładnie 40 lat.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Data utworzenia:.

26 maja 2015, 15:27.

Bono